poniedziałek, 15 grudnia 2008

TVS

Telewizja kablowa jaką posiadam ma pewną promocję.

Jako że oglądam telewizję od świąt to posiadam pakiet podpodpodpodstawowy, i w ramach tejże promocji co miesiąc wita w szklanym pudełku nowy kanał.

W tym miesiącu po travelchannel, discovery i kitchentv dostałem TVS.

Na początku myślałem że to TV5 ale okazało się, że 5 to S.
Co przerzuciłem kanał widziałem niewyraźnie mówiącego człowieka, albo materiały ukazujące głodne dzieci wśród upadłych kamienic.

Myślę: Co to diabła?

Aż zwróciłem uwagę na muzykę, która często tam gości.
Wciąż discopolo ale jakieś dziwne.

Aż usiadłem, obejrzałem i zakochałem się brutalną i perwersyjną miłością w Liście Śląskich Szlagierów.

To prawdziwy hardcore.

Na tej liście występują ogólnie podobni ludzie, jak w Disco Relaks za dawnych czasów.
Starcy, faceci po 50-tce, młodzi opaleni faceci w rozdartych koszulach, 'urocze dzieci'... Tylko brakuje boysbandów tańczących w rytm podkładów z elektropiano Otake.
Muzyka, na co trzeba zwrócic uwagę, nie jest do końca taka jak w Discopolo. Przypomina bardzo muzyką niemiecką-ludową. Zespoły tego pokroju można znaleźć szczególnie w Bawarii.

tym, że w discopolo autorzy przedstawiają się, że nazywają się np Stan Tutaj, a LŚSZ, dajmy na to: Ino my swuje chlopy i ze Słunska Marian Krawędzik.

I różnią się także tym, że artyści z LŚSZ są synami, wnukami lub prawnukami chłopaków z Wermachtu, i gdyby Niemcy zaproponowali im niemieckie paszporty powiedzieli by tylko danke. Nur fur deutchland!

To najbardziej perwersyjna stacja jaką widziałem.
Radio Ma Ryja, TV Trwam, gayTV...wszyscy odpadają.

Tu macie link do ich stronki http://www.listaslaskichszlagierow.pl/

Ja po wysłuchaniu kilku notowań mam swoje TOP3 wraz ze zdjęciami.

Oto one:
1.Hej hej hallo - Karpowicz Family





2.Pamięć - Zespół B.A.R





3.Powiedz mi tato - Karolina i Adam Krawczyk



I bonus genialnego zespołu http://pl.youtube.com/watch?v=OesW1Ffq-sQ

Co genialne na ich stronie, to możliwość obejrzenia teledysków.

Polecam wszystkim. I Polakom i Ślązakom.

niedziela, 14 grudnia 2008

Podziękowania

No i się udało.

Bardzo dziękuje za współpracę Witii.
Nie abyśmy zakończyli współpracę ale po prostu kawał dobrej, nikomu prócz mi, niepotrzebnej roboty żeśmy odwalili.

Będę opisywać inne, nasze i moje, eksperymenty.

wtorek, 9 grudnia 2008

UFO

Dziś obszernie o zjawiskach paranormalnych.

Krążył niegdyś pogląd, że w takie zjawiska ludzie wierzą lub nie.
Nie było niczego pośrodku, dopóki nie wmieszano w to religii, bowiem, skoro ktoś nie wierzy w nawiedzone domy, pełne duchów, bo 'przecież duchy nie istnieją',
to jak może wierzyć np. w życie po życiu, niebo, i wszystkich Świętych?
Mówiono, że to co innego, ale w rezultacie pojawiło się powiedzenie: 'tak go końca nie wiem, ale chyba tam coś jest'.


Niegdyś, nie było systematyki zjawisk paranormalnych bo nie było internetu, i ciężko było 'paranormalnym' dojść do porozumienia.
Teraz gdy paranormalnych jest ogrom, pojawia się wiele systematyk, jednak mimo tego, ze 'ile forów tyle systemów porządkowania' - wszystkie są do siebie podobne.

Ja mam swoją systematykę i oto ona:

1.Duchy - czyli nawiedzone domy, cmentarze, postacie pojawiające się na drogach i znikające w krzakach.

2.Ufo - po Polsku zwane NOLami, czyli latające talerze, długie rury z aluminium unoszące się nad domami, światła na niebie.

3.Obcy - niby to samo co punkt nr.2 ale nie. To dział zielonych ludzików, szaraków czyli współczesnych obcych, porwań przez nich, spotkań.

4.Przepowiednie - dużo pisać nie musze. Wiec tylko kilka klasyków: 1999.12.31 - 2001.01.01 - bijący popularność 2012.12.25, powodzie i Wielka Odrodzona Polska.

5.Stare i zaginione cywilizacje - tu napotkamy Majów, którzy mają wielki wkład w punkt czwarty, nowinki techniczne z przed 2000 lat, Atlantydę, Persów itd.

6.Kręgi w zbożu - koła pojawiające się na polach uprawnych.

7.Spisek i jego światowe odmiany - prawdziwa nowość, aczkolwiek na naszym rynku od wielu lat. Tutaj knują rządy z USA na czele, są Loże Masońskie, Templariusze, oraz po troszku z każdego powyżej: kontakty z obcymi, strefa 51, manipulacja, Korporacje Wrogich Banków i telekineza.

8.Inne - mój ulubiony dział - czyli ElChupakabra, Wielka Stopa, Giganci, kule światła uwiecznione na kliszach aparatów, czarne kamienie, i co tylko zechcemy.



Czemu o tym w ogóle pisze?
A bo każdy w moim wieku, przeszedł czas, choćby lekkiego zainteresowania tym tematem.
Wystarczą dwa zagadnienia: 'Archiwum X', oraz Erich Daniken.
Co bardziej ambitni dodają gazetę FactorX oraz czynnik PSI...

Ja również to przeszedłem, i wydaje mi się, ze temat ten, wpłynął na mnie bardziej niż na zwykłego oglądacza Archiwum X. Może to dlatego, ze świat wydawał mi się nudny.
Ale fakt jest taki, ze jak do Żubrówki z sokiem jabłkowym, do tematu X powracam czasami bardzo regularnie.

Aby nie było ze wariuje, to powiem, ze do 90% rzeczy 'paranormalnych' odnoszę się sceptycznie, a podjąłem ten temat bo miałem dużo czasu ostatnio i wykorzystałem go na czytanie o takich właśnie rzeczach.

Ogólnie to wina internetu, którego oskarżyłem juz chyba ze 40 razy.
Ale nie o tym teraz.


Chciałbym Wam pokazać kilka rzeczy a propos tematu:

Jednym z zabawniejszych tematów są Iluminaci. To grupa władców świata, którzy chcą sobie wszystkich podporządkować i są źli dla bliźnich. Historia ich ma w sobie wiele faktów, ale 98% z nich jest niesprawdzalna. Tu http://www.nautilus.org.pl/?i=360 znaleźć można rozmowę z jednym z nich. Ile zaprzeczalnych sobie nawzajem rzeczy tam jest? Nie mam pojęcia. Ale około dziesięciu.
Ogólnie gadka o Iluminatach jest oparta na kilku trendach, a mianowicie na strachu przed tajnymi stowarzyszeniami, poszukiwaniem niewidzialnego wroga, który stworzył jedzenie z chemią, telewizje, i AIDS, oraz na spisku.

Najciekawszą rzeczą jest to, ze ludzie głoszący teorie istnienia spisku Illuminatów, ludzie, którzy w to wierzą, są zarazem ludźmi przerażonymi końcem świata w roku 2012.
Jak można bać się Iluminatów, którzy rzekomo startują ze swoim złowrogim planem za dwa, trzy lata, skoro koniec świata jest za 4 lata?
Po co zdobywać władze na świecie na dwa lata?
Setki lat knowania dla siedmiuset kilkunastu dni wielkich rządów?

Do tego jeszcze, chociażby w tym tekście, do którego link podałem wyżej, są dwie daty:
2003 rok - data przeprowadzenia owego wywiadu z Iluminatem
oraz
2012.... najpopularniejsza data.
Rzecz jasna, nie jest to przypadek. Widzi się te piekielna datę i myśli się 'o Boże! 2012...znowu ta data!'. To nas podświadomie utwierdza, ze to, co czytamy - to prawda, dlatego data pada wiele razy.



Ja tego, za przeproszeniem, nie kupuje. Z reszta, kto o zdrowych zmysłach, uwierzy że członek najtajniejszej organizacji świata...daje wywiad o tej organizacji.
Bardziej tajna jest nowa część Piły niż ta organizacja.

Bajek jest ogólnie bardzo dużo.
Jedna która mnie bardzo wciągnęła to Wyspy Salomona.
To super baśń.

To opowieść o lotniku brytyjskim, który ostaje się na Salomonach i obserwuje tam baze UFO. Opisuje starty, miejsca spotkań zaznacza na mapach, spisuje opisy miejscowej ludności, która do UFO jest tak przyzwyczajona jak my do afer politycznych i w ogóle bardzo się temu poświęca.

Niestety jest jedna niezgodność.
Nie ma zdjęć.

Facet mieszka na wyspie kilka lat, ogląda UFO regularnie, a zawsze zapomina zabrać kamerę….
To wszystko kręci się wokół idei istnienia olbrzymów – olbrzymich istot zamieszkujących ten archipelag.

Opowieść znakomita, i bardzo ciekawa. Poparta zeznaniami miejscowych w tym także premiera i ministra jednej z wysp.
Czytając o tym, uwierzyłem we wszystko, jednak na zimno wciąż ten brak zdjęć mi nie pasował…

Jedna z grup zajmujących się zjawiskami X, wysłała tam swoją dwuosobową załogę by to zbadać.
I tu szok!
Mimo problemów z miejscową ludnością i terenem coś zaobserwowano i zrobiono zdjęcia.

Co to było - nie wiem.
Jednak coś było.


Zechciałem sprawdzić autentyczność wpisów na tego typu portalach jednak sposobu na to nie ma.

Trzeba by było dotrzeć do wszystkich, którzy tworzyli poszczególne materiały, zdjęcia itp. A tego jest masa.

Dlatego podszedłem do tego od tzw. Dupy strony, a mianowicie zrobiłem samemu materiał do takiej strony.
No, może nie sam, bo with a little help from my friend.
Doskonale spreparowany materiał z opisem, wysłałem do Fundacji i czekam na reakcję.
Będę Was informował o swoich poczynaniach a na koniec zdjęcie:


piątek, 24 października 2008

Listy od czytelników : Obieranie ziemniaków z polityką

Po sporej przerwie w pisaniu, dostałem list od czytelnika.
Pan Kite, napisał mi list o manipulacji - jak mi się wydaję.
Jako że napisał to go publikuje poniżej.

Doktorze,
obierałem właśnie ziemniaki gdy poczułem wewnętrzną potrzebę obejrzenie czegoś w telewizji.
Zasiadłem na fotelu, przygotowałem sobie miejsce na obierki i włączyłem TVPinfo.

Ostatnio omijałem jak się da serwisy informacyjne bo miałem dosyć ostrzeżeń o kryzysie, dlatego chciałem od razu zmienic kanał.
Jednak moją uwagę przykuła osoba Pana z SLD, który był marszałkiem mojego województwa parę lat temu, i która to osoba teraz właśnie miała konferencje prasową.

Zaznaczę szybko, że w moim życiu polityka znaczy już prawie nic, w porównaniu z poprzednimi latami. Nie chcę mi się już. Zostawiłem sobie tylko miejsce na politykę lokalną.


Tak więc słucham tego Pana W. i słucham kolejnego ataku SLD na resztę świata.
Jakie to niedobre i jakie to głupie bo nielewicowe.
Wszystko by było ok gdyby nie to co powiedział ten Pan o Wojewodach.
Jest chyba tylko kilka ustaw, które znam bardzo dobrze, a do nich należy ustawa o mieniu tzw. zabużańskim.
Pan W. powiedział że osoby starające się o zwrot kosztów mienia muszą jechać aż 200 km do wojewody by złożyć dokumenty. A to przecież bzdura bo można je złożyć np. u swojego Guru od powiatów!
Nie trzeba jeździć.

Ja mam to daleko na strychu, bo nie miałem takowego mienia.
Sama informacja pewnie też nie miała większego znaczenia w dezinformacji ludzi go słuchających, ale chodzi o fakt, że człowiek przyjmuje wszystko co mu się powie w telewizji jeśli się na tym nie zna, i kiedy osoba mówiąca jest pewna swych słów.

I co Pan na to?




Odpowiadam Panie Kite.
Nie wiem co powiedzieć.
Dobrze wiedzieć - to napewno.
Ja nazwałbym to blefem informacyjnym, bo podejrzewam że nikt tego nie sprawdzi i nie powie tego Panowi W. by go poprawić.
A ludzie będą kiwać głowami.
Z resztą nawet jak go ktoś poprawi to co?
W czasie debaty można by coś osiągnąć ale w Hide Park to już po frytkach, Panie Kite.

Polecam Panu tylko politykę lokalną i w jeszcze mniejszych dawkach.

Moriarty

niedziela, 5 października 2008

Fast shit

Osoby które mnie znają, wiedzą że uwielbiam porównania, metafory i podobne rzeczy.

Według mnie jeśli nie można czegoś opisać słowami należy użyć porównania.

Do tego co pragnę opisać, także szukałem porównania, i nie od dzisiaj.

A mówię tu o barze szybkiej obsługi.
Barze, barach które wyparły w moim mieście McDonaldy i KFC.
Przyznać muszę że jak byłem młody i te owe bary się pojawiły to było to przyjemne, a przynajmniej się tak wydawało.
Spacerując po mieście nagle wpadało się na fast food i się jadło hamburgera w bułce.
Udało mi się z tego wyleczyć, jestem z tego nawet prawie dumny.
Prawie bo czasami nie można sie oprzeć.

Kiedy?
Oczywiście koło północy po wypiciu kilku piw lub, nie daj Boże po wódce.
Wtedy wydaje się że, to jedzenie jest pyszne. Ciepła bułka, mięso i suróweczka.
Zaczynacie jeść i po 3 kęsach zaczyna się robić... niesmacznie.
Surówka męczy jak wrzody, mięso które jest zawsze na dnie, nie smakuje nawet wporządku.
Sos śmierdzi.

Wraca się potem do domu, czując kaca moralnego, którego ja nazywam kacem spożywczym lub żołądkowym.

Najgorzej jest nad ranem gdy się budzicie.
Otwieracie oczy i z obrzydzeniem uświadamiacie sobie, że to nie koszmar czy zły sen ale naprawdę tam wczoraj byliście i jedliście te ścierwo.
To najgorsze.
Zapach z żołądka, niesmak...ma się ochotę myć godzinę zęby.

Dla mnie taka wizyta podobna jest do wizyty u prostytutki.
Zaznaczę że nigdy nie byłem u takowej ale to chyba wygląda tak samo.
Ciężko się delikwentowi oprzeć, kuszenie, lekki opór, i uległość.
Wydaje się że ma się na to ochote ale w połowie ma się już dosyć.
A rano?

Ten sam lub podobny kac. Tyle że moralny.
Chce się o tym zapomnieć.

Ja dziś sobie obiecałem że już nigdy więcej.
A przynajmniej przez kolejne 3 miesiące.









wtorek, 30 września 2008

Roman i Zdzisław

Wielokrotnie oglądałem filmy, seriale gdzie szukano kogoś.
Popularny motyw, co każdy przyzna.
Ja dzisiaj pierwszy raz brałem udział w takich poszukiwaniach i mimo tego, że prowadziłem je z biurka, to nie obyło się bez tragizmów i nerwów.

Zleceniodawcą była chęć pomocy i Roman.
Poszukiwanym Zdzisław P.

Na samym początku zebrałem informacje od zleceniodawcy na temat poszukiwanego.
Poszukiwanym okazał się osiemdziesięciolatek, uzależniony od alkoholu (co wbrew informacjom od Romana podpowiedziała mi intuicja), producent cienkiego bimbru sprzedawanego w słoikach pojemności 1L, zamieszkały na ulicy pewnej Królowej w moim pięknym mieście, kaleka, pokłócony w rodziną, klatką schodową i większą częścią ludzkości, posiadacz lewej instalacji elektrycznej oraz gazowej, dostępu jego spirytusowego księstwa bronił kod domofonu w postaci trzech dzwonków oraz szmata w oknie.

Roman pytał głuchej sąsiadki o poszukiwanego ale była głucha, domofon także. Cisza.
Tragizmu dodawał fakt, że Roman bardzo lubi poszukiwanego Zdzisława więc łzy, na samą myśl że go złapano lub poprostu zmarł, same się cisnęły w oczy.
Usiadłem do internetu.

Pomyślałem o numerze telefonu do Zdzisława ale okazało się, że znany mi numer 913 nie istnieje.
Szukam więc informacji na www.tp.pl.
Okazuje się że strona exmonopolisty i kolosa telekomunikacji, działa jak szesnastowieczny płóg. Sprawdzać będę z ciekawości nadal ich stronę ale kiedy indziej o tym.
Na innej stronie odnajduje 256 913 i dzwonie.
Telefonu nie ma takowy Pan, więc wypytuję o córkę zamieszkałą we wsi w okolicach Świnoujścia.
Wieś nie istnieje.

Zaczynają się problemy bo Roman ugruntowywuje się w świadomości, że poszukiwany zmarł.

Ja się nie poddaje i szukam po informacji ery, plusa oraz orange.
Nie ma.

Roman płacze a ja szukam.

Szukam na cmentarzu...
Jak ja się zdziwiłem gdy odkryłem stronę http://wirtualnycmentarz.pl/
Przecież to objawienie!
Genialnie kiczowata strona gdzie można pochowac swojego bliskiego!
Każdemu proponuje spacer po cmentarzu owym.
Jest brama, wywieszki i co najciekawsze zmiany nastroju!
A tak! Jeśli mamy ochotę przejść się po cmentarzu lub postać przed nagrobkiem Adolfa H. wieczorem przy akompaniamencie deszczu...nie ma problemu.
Wybieramy opcje pogody, pory dnia i już.

Genialne.

Tam poszukiwanego nie było.

Kolejno wszedłem na strone http://www.cmentarze.szczecin.pl/
tu kolejne zaskoczenie i genialne posunięcie.
Wyszukiwarka zmarłych.
Imię, nazwisko i już widzimy kiedy zmarł i gdzie leży.
Genialne ale Zdzicha nie ma.
Czyli żyje.

Ulga Romana i kolejna część poszukiwań.
Podczas poszukiwania natknąłem się jeszcze na kilka innych stron, w jakimś stopniu związanych ze Zdzichem, bo rezultaty SEARCH INTERNET tak mi podpowiadały.
Na przykład:
www.kto-kogo.pl Strona na której dowiemy się o poręczeniach majątkowych i innych różnych osób. Co dziwne jak się wpisze nazwisko okazać się może, że poszukiwany jest doradcą podatkowym lub mordercą skazanym w 1987 w Gdyni.

http://chemia.plumbum.pl czyli wiele sposobów na bimber.
http://www.moonshine_still.republika.pl/ czyli jeszcze więcej sposobów na bimber, forum, galeria ect.
http://bimber.prv.pl/ bez komentarza.

www.miejski.pl Strona ze słownikiem wyrazów miejskich gdzie dowiemy się, że najanizm to współczesna doktryna filozoficzna, jej wyznawcy "Najaniści" starają się jak najmniejszym kosztem wypić jak najwięcej browarów na imprezie, tudzież na nią wbić bez zaproszenia.
Przykład:
- Słyszalem, że niezła bibka sie szykuje w czwartek; poszedłbym, ale Mariolka mnie nie zapraszała :(
- No co Ty się przejmujesz, na jana wbijemy, tak jak zwykle!

www.kretyn.pl Strona z zapisanymi czatami i śmiesznymi dialogami, która nie była mi potrzebna.

I tak po kilku papierosach Roman przypomniał sobie nazwę knajpy gdzie pracuje córka poszukiwanego - też alkoholiczka.
Zadzwoniłem i odnalazłem poszukiwanego.

Pojechał do Niemiec, bo wnuczka go zabrała.
Żyje i pędzi. Wróci za tydzień bo zaduszki idą wielkimi krokami, i zacier czeka...

Zacieram teraz ręce i pędze..

środa, 17 września 2008

Nie będzie manifestu

No na razie nie będzie manifestu.
Mimo, że czasu miałem ostatnio trochę dużo, to miałem tego czasu za dużo.
Wszyscy wiemy że gdy czasu za dużo to gorzej z zarządzaniem tym czasem.

No, to koniec z tym niestylistycznym bełkotem i zbyt wieloma powtórzeniami.

Jest 17 września i przyznam się Wam, że większość dnia spędziłem dziś na paleniu w piecach domowych. Nie abym dorabiał na boku, tylko zimno!
Stare kafle, mimo że to niebezpieczne, to rozgrzałem do czerwoności, z nadzieją że obudzę sie jutro bez kataru.

Napisać można, że zimno bo pogoda się zmienia, że klimat i że nadciąga klęska ale każdy z Nas to wie.
Ja tylko powiem, że gdy zmieniłem szkołę, mając 9 lat, i wyprowadziłem się z rodzicami na obrzeża mojego miasta, i gdy poszedłem do szkoły, nowej szkoły, to przywitały mnie świerszcze.

To najbardziej pamiętam.
Gorące dni września, pożółkłe trawy od słońca, okalające moją nową szkołę pełne były świerszczy.
Łapałem je.

Teraz łąpie katar.

Ale i tak jest cudownie.

Życie jest cudowne i o tym powinniśmy pamiętać.
Nie przejmujmy się klimatem tylko go zaakceptujmy, bo na cholerę nam wrzody, jak słońca z przed stu lat nie wrócimy.

Ja jestem pełen życia i czekam na kolejny wschód.
Nie mógłbym nadmienić na koniec, że na ogólny dobry humor i dobre nastawienie wpływ miała dodatkowo informacja jaką otrzymałem dziś.
Napisał do mnie dziś człowiek, który jest współautorem nowej, powstającej, niskoprodukcyjno, małoekskluzywno i cieńkoemisyjnej telewizji.
Będzie lokalna i tylko tyle mogę teraz powiedzieć.
Trzymam kciuki za ekipę nowej telewizji, która już jest na końcowym etapie organizowania sprzętu, i pozdrawiam serdecznie.

poniedziałek, 1 września 2008

Reklama

Spotkałem dziś kolegę.
Nie widziałem go już kope lat, ale wydawało mi się, że nie widziałem go już 1000 lat, bo z wychudzonego pędraka przepoczwarzył się w pędraka w garniturze.

Żel na włoskach, podróba Rolexa, spinki z plastiku lub po ojcu i miejsce siedzące w tramwaju linii numer 12 - biznesmen.
Myślałem że pogadamy przez te dwa wspólne przystanki, o piwku na klatce schodowej za szkolnych czasów, czy o starych miłościach ale ten tylko reklama i reklama.
Podobają mi się pasjonaci i lekko ambitni ale szczury w białych krawatach i kraciastych koszulach to nie!

Najgorsze było to, że facet siedzi w jakiejś agencji reklamowej, projektuje ulotki i ustawia terminy billbordów a myśli że jest bogiem biznesu.
Chce awansować, pracuje zawzięcie od 5 lat za 1000 pln, robi w domu po nocach wymyślając nowe image dla zakładów fryzjerskich i puszek z kocią karmą i jest pewien sukcesu.

Dla mnie to szajbus i będę go w przyszłości omijać, ale miałem chociaż ochotę zapytać go o kilka rzeczy apropo reklamy.

Reklama to to, co wprowadza nas w nerwice telewizyjną.
Telewizja serwowała nam świetne reklamy w latach sześćdziesiątych w USA i w latach dziewięćdziesiątych w Niemczech.
Pamiętacie te stare reklamy krakersów z Illinois?
Ketchupy, płatki kukurydziane i Dodge'a z 1967!!

W Niemczech najlepsze reklamy były zawsze w święta.
Czar świąt, duży dom z ogrodem ,super seksowna żona, która mimo sześciorga dzieci ma uda jędrne jak owcze jajca, czarno włosy wysoki ojciec domu, dziwnie podobny do Cloneya i choinka...złote, czerwone ozdoby, prawdziwe płonące światełka i wielkie prezenty.
A po kolacji filiżanka kawy Jacobs.

Eden.

A w Polsce?
Hmm.
Miło się wspomina te pierwsze reklamy telewizji satelitarnych czy Polenny1000 ale, od kiedy każdy może nadać reklamę, mamy mnóstwo bezsensu i kiczu.

Mnie niegdyś strasznie to denerwowało ale już nie.
I Wam też to polecam.
Podejdźcie do tego z dystansem i śmiejcie się z tego.

Reklama jest droga dla mnie czy dla Was - szaraki - ale dla firmy - nie.
Tak mówił mój kolega.

Najgorsze jest to, że ludzie w firmach pracujący mają niewielkie pieniądze lub dobre, ale rozdawane ciężką ręką, a Pan prezes potrafi wydać kilkaset tysięcy na babola.

Zacznijmy od mojej ulotki jaką otrzymałem od sąsiada Zbigniewa.



Ten cyrk jest duży, niby znany, moje miasto jest pełne plakatów z ich zdjęciami, rozdawane są takie właśnie ulotki, będą zatrudniać miejscowych do rozkładania plandek...czyli spora firma. Wiem, nie jest to Dove czy Volksvagen ale i nie chaupnictwo.
I co?
Dali reklamy do druku z tyloma błędami.
Ja osobiście okropnie się uśmiałem po przeczytaniu tego czegoś.
A wystarczyło zapytać się jakiegoś Polaka przed drukiem czy sformułowania typu 'pierwszy ras', 'ludzi do placy' , i 'przy roskladaniu' są poprawne.

Inną śmieszną reklamą i totalnym pudłem jest reklama PKO.




Tu macie linka do tego spektaklu, link
ale pewnie juz i tak widzieliście te żenade.
Pytam kolegi po co tam Pani Kozidrak, skoro tylko klaszcze z tym facetem co gotówki nie miał i sobie gitarę kupił, a on mi na to, że pewnie tania była Beata i menager pani Gwiazdy podpowiedział jej, że dawno jej w mediach nie było, i to byłby dobry krok.
No i teraz, Kozidrak się do nas śmieje na wychudzonych foto-szopem zdjęciach na każdym kroku.

No i te leki, na ,jak to nazywają, wzdęcia.
Co to są te wzdęcia się pytałem gdy pierwszy raz usłyszałem te reklamę w telewizji.
Okazało się, że ktoś od reklamy wyciągnął to słowo z medycyny bo słowo pierd i bąk jest niestosowne.
A te reklamy podczas jedzenia kolacji to są stosowne?
Kategorycznie, nie.


Podczas reklamy tego leku mama pyta się córki co robić, tata nie może usiedzieć w pubie z kolegami, dziewczyna w autobusie sobie pasek od spodni popuszcza...

A prze to takie pożyteczne.
To antyreklama numer 1, 2 i 3 dla Espumisanu:
Antyreklama promująca pierdzenie 1
Antyreklamama numer 2
Antyreklama 3

Jest jeszcze Colon C.
Reguluje pracę jelit dzięki wyjątkowej kompozycji opartej na naturalnych składnikach. Colon C, zapobiega zaparciom.



Z tej reklamy możemy się dowiedzieć że co trzeci facet i co druga kobieta cierpi na zaparcia.
Dziś, idąc przez miasto przysiadłem na chwilę na papierosa i patrzyłem na ludzi.
Odseparowałem wzrokowo kobiety i sobie mówiłem pod nosem : 'ty stękasz, ty nie, ty stękasz, ty nie...'
Można tak w kółko!
Czasami jedna stęka i druga też, ale potem dwie nie!
Super zabawa i polecam ją Wam jeśli denerwuje Was reklama tych kapsułek.

By zakończyć podtemat wzdęć i zaparć, wspomnę tylko o Danone Activia.


By się zapoznać z jej działaniem i zapewnieniami producentów oto film.
Powiedzcie mi, bo ja nie wiem, jak można udowodnić sprzedawcy lub producentowi, że po 14 dniach stosowania Activii, ma się wciąż zaparcia.
Ile bym dał, by na tyłach każdego sklepu, w którym sprzedaje się Activie, znajdowało się specjalne pomieszczenie Danone do sprawdzania zaparcia..

Jeszcze jest ta reklama Vision Ekspress.
Powiedzmy ta

Tu akurat jest jakiś pan ale mnie się osobiście podoba najbardziej ta pani Lidia, co ma te sama zniżkę od trzech lat. Widać się nie starzeje.

Pytałem kolegę także, o te reklamę z Markiem Kondradem czy Kontradem i czy ma podtekst polityczny rzeczywiście.
Odpowiedział mi że nie, tylko jest podobna do wystąpień Prezydenta by dużo o niej mówiono i była popularna. I jest. Choćby dlatego że o niej teraz piszę.

Teraz już zakończę bo muszę położyć swoje stare nogi pod pierzynę po długim weekendzie, o czym kiedy indziej.
Oglądajcie reklamy z dystansem albo nie oglądajcie w ogóle.

PS: Apropo reklamy tyle że amatorskiej
http://www.joemonster.org/filmy/10335/Do_apteki_czy_na_miasto

Moriarty

wtorek, 26 sierpnia 2008

Pierwsza wizyta

No to początek.
Witam w moim gabinecie.

Na samym początku powinienem chyba powiedzieć po co, w ogóle otwieram tu swój gabinet.
Chyba po to, by zamiast przeciwdziałać to zapobiegać, pokazując dziwne rzeczy.
Zwariować można łatwo, a po co tracić czas na kozetkę w pokoju z białymi ścianami?

Postaram się Wam pokazać dziwolągi egzystencji społeczeństwa do jakiego należymy, by się uchronić przez transformacją w TO, co jest stadium przed ostatnim, w drodze do schizofrenii czy obłędu.

Jeśli myślicie, że schizofrenia jest jedyną taką chorobą to wyprowadzę Was z błędu już na samym początku, bo dla mnie, niczym się ona nie różni od marazmu, szarości, codzienności czy depresji.
No może po za tym, że nikt w tych przypadkach nie jest zmuszany do zażywania tych cholernych pigułek, i siedzenia pod ciągłą obserwacją.

Poznawać się z Wami nie będę bo nie mam na to najmniejszej ochoty, po za tym mógłbym mieć przez to tylko problemy, ale z przyjemnością pokażę Wam moich pacjentów, zapoznam Was z moimi przemyśleniami, i pokaże wszystko co tylko mnie śmieszy, bawi, męczy i interesuje.
Oczywiście jeśli ma to pomóc.

Teraz chciałbym podziękować ekipie remontowej firmy Złazet za przeprowadzoną renowację i odbudowę mojego gabinetu.
To co widać na górze sam bym nie zrobił.

Podczas kolejnej wizyty, jeśli nie przedawkuje wyciągu ze świętej żurawiny, napisze kolejnych kilka słów w ramach manifestacji słownej.

Doktor Moriarty