Po sporej przerwie w pisaniu, dostałem list od czytelnika.
Pan Kite, napisał mi list o manipulacji - jak mi się wydaję.
Jako że napisał to go publikuje poniżej.
Doktorze,
obierałem właśnie ziemniaki gdy poczułem wewnętrzną potrzebę obejrzenie czegoś w telewizji.
Zasiadłem na fotelu, przygotowałem sobie miejsce na obierki i włączyłem TVPinfo.
Ostatnio omijałem jak się da serwisy informacyjne bo miałem dosyć ostrzeżeń o kryzysie, dlatego chciałem od razu zmienic kanał.
Jednak moją uwagę przykuła osoba Pana z SLD, który był marszałkiem mojego województwa parę lat temu, i która to osoba teraz właśnie miała konferencje prasową.
Zaznaczę szybko, że w moim życiu polityka znaczy już prawie nic, w porównaniu z poprzednimi latami. Nie chcę mi się już. Zostawiłem sobie tylko miejsce na politykę lokalną.
Tak więc słucham tego Pana W. i słucham kolejnego ataku SLD na resztę świata.
Jakie to niedobre i jakie to głupie bo nielewicowe.
Wszystko by było ok gdyby nie to co powiedział ten Pan o Wojewodach.
Jest chyba tylko kilka ustaw, które znam bardzo dobrze, a do nich należy ustawa o mieniu tzw. zabużańskim.
Pan W. powiedział że osoby starające się o zwrot kosztów mienia muszą jechać aż 200 km do wojewody by złożyć dokumenty. A to przecież bzdura bo można je złożyć np. u swojego Guru od powiatów!
Nie trzeba jeździć.
Ja mam to daleko na strychu, bo nie miałem takowego mienia.
Sama informacja pewnie też nie miała większego znaczenia w dezinformacji ludzi go słuchających, ale chodzi o fakt, że człowiek przyjmuje wszystko co mu się powie w telewizji jeśli się na tym nie zna, i kiedy osoba mówiąca jest pewna swych słów.
I co Pan na to?
Odpowiadam Panie Kite.
Nie wiem co powiedzieć.
Dobrze wiedzieć - to napewno.
Ja nazwałbym to blefem informacyjnym, bo podejrzewam że nikt tego nie sprawdzi i nie powie tego Panowi W. by go poprawić.
A ludzie będą kiwać głowami.
Z resztą nawet jak go ktoś poprawi to co?
W czasie debaty można by coś osiągnąć ale w Hide Park to już po frytkach, Panie Kite.
Polecam Panu tylko politykę lokalną i w jeszcze mniejszych dawkach.
Moriarty
piątek, 24 października 2008
niedziela, 5 października 2008
Fast shit
Osoby które mnie znają, wiedzą że uwielbiam porównania, metafory i podobne rzeczy.
Według mnie jeśli nie można czegoś opisać słowami należy użyć porównania.
Do tego co pragnę opisać, także szukałem porównania, i nie od dzisiaj.
A mówię tu o barze szybkiej obsługi.
Barze, barach które wyparły w moim mieście McDonaldy i KFC.
Przyznać muszę że jak byłem młody i te owe bary się pojawiły to było to przyjemne, a przynajmniej się tak wydawało.
Spacerując po mieście nagle wpadało się na fast food i się jadło hamburgera w bułce.
Udało mi się z tego wyleczyć, jestem z tego nawet prawie dumny.
Prawie bo czasami nie można sie oprzeć.
Kiedy?
Oczywiście koło północy po wypiciu kilku piw lub, nie daj Boże po wódce.
Wtedy wydaje się że, to jedzenie jest pyszne. Ciepła bułka, mięso i suróweczka.
Zaczynacie jeść i po 3 kęsach zaczyna się robić... niesmacznie.
Surówka męczy jak wrzody, mięso które jest zawsze na dnie, nie smakuje nawet wporządku.
Sos śmierdzi.
Wraca się potem do domu, czując kaca moralnego, którego ja nazywam kacem spożywczym lub żołądkowym.
Najgorzej jest nad ranem gdy się budzicie.
Otwieracie oczy i z obrzydzeniem uświadamiacie sobie, że to nie koszmar czy zły sen ale naprawdę tam wczoraj byliście i jedliście te ścierwo.
To najgorsze.
Zapach z żołądka, niesmak...ma się ochotę myć godzinę zęby.
Dla mnie taka wizyta podobna jest do wizyty u prostytutki.
Zaznaczę że nigdy nie byłem u takowej ale to chyba wygląda tak samo.
Ciężko się delikwentowi oprzeć, kuszenie, lekki opór, i uległość.
Wydaje się że ma się na to ochote ale w połowie ma się już dosyć.
A rano?
Ten sam lub podobny kac. Tyle że moralny.
Chce się o tym zapomnieć.
Ja dziś sobie obiecałem że już nigdy więcej.
A przynajmniej przez kolejne 3 miesiące.




Według mnie jeśli nie można czegoś opisać słowami należy użyć porównania.
Do tego co pragnę opisać, także szukałem porównania, i nie od dzisiaj.
A mówię tu o barze szybkiej obsługi.
Barze, barach które wyparły w moim mieście McDonaldy i KFC.
Przyznać muszę że jak byłem młody i te owe bary się pojawiły to było to przyjemne, a przynajmniej się tak wydawało.
Spacerując po mieście nagle wpadało się na fast food i się jadło hamburgera w bułce.
Udało mi się z tego wyleczyć, jestem z tego nawet prawie dumny.
Prawie bo czasami nie można sie oprzeć.
Kiedy?
Oczywiście koło północy po wypiciu kilku piw lub, nie daj Boże po wódce.
Wtedy wydaje się że, to jedzenie jest pyszne. Ciepła bułka, mięso i suróweczka.
Zaczynacie jeść i po 3 kęsach zaczyna się robić... niesmacznie.
Surówka męczy jak wrzody, mięso które jest zawsze na dnie, nie smakuje nawet wporządku.
Sos śmierdzi.
Wraca się potem do domu, czując kaca moralnego, którego ja nazywam kacem spożywczym lub żołądkowym.
Najgorzej jest nad ranem gdy się budzicie.
Otwieracie oczy i z obrzydzeniem uświadamiacie sobie, że to nie koszmar czy zły sen ale naprawdę tam wczoraj byliście i jedliście te ścierwo.
To najgorsze.
Zapach z żołądka, niesmak...ma się ochotę myć godzinę zęby.
Dla mnie taka wizyta podobna jest do wizyty u prostytutki.
Zaznaczę że nigdy nie byłem u takowej ale to chyba wygląda tak samo.
Ciężko się delikwentowi oprzeć, kuszenie, lekki opór, i uległość.
Wydaje się że ma się na to ochote ale w połowie ma się już dosyć.
A rano?
Ten sam lub podobny kac. Tyle że moralny.
Chce się o tym zapomnieć.
Ja dziś sobie obiecałem że już nigdy więcej.
A przynajmniej przez kolejne 3 miesiące.
Subskrybuj:
Posty (Atom)